Joanna Ogórek

ŚLIWKI W SŁOIKU

Kamil Sadkowski
19.09.2014

Szanowny Słoiku,

chciałbym się podzielić pogardą i jednocześnie miłością, jaką noszę do słoików. Zbyt ostro? Nie do końca. To prawda, będzie trochę goryczy, ale zdominowanej przez słodycz.

Faktycznie, mam w sobie brak szacunku i odrobinę politowania dla osób, które zmieniły swoje miejsce zamieszkania i wiecznie narzekają na to, jaka ta Warszawa jest zła, zakochana w sobie. Słoiki, posłuchajcie! Prawda jest taka, że to miejsce wspaniałych możliwości. Zawsze można zabrać słoiki i wracać do korzeni, nie widzę sensu trucia innych swoim jadem. Tylko tyle, albo aż tyle goryczy wylewam z siebie, kończąc jednocześnie typowy polski „hejt”, z którym mi nie po drodze.

Jest i dobra strona słoika. Zawsze można zabrać w podróż kulinarną wszystkie wspaniałe produkty, którymi się raczymy całe lato. Jest tego dużo i naprawdę warto zaprzyjaźnić się ze słojem czy wekiem.

Ja swoją miłość do rzeczonych przetworów odkryłem w zeszłym roku za sprawą warsztatów kulinarnych z przetworów, które prowadziła pani Claudia Filippi-Chodorowska. Piękne i proste połączenia składników zrobiły swoje, stałem się fanem dżemów, konfitur czy powideł. Od tamtej pory rozkochany jestem w śliwkach i śliweczkach… To skarbnica pektyn, które, mówiąc obrazowo, zgarniają jak miotła wszystkie tłuszcze z naszego przewodu pokarmowego. Mają sporo witamin z grupy B, które wpływają kojąco na układ nerwowy i zdecydowanie poprawiają samopoczucie. Tak więc: jak ich nie kochać?

Mam jeden przepis na śliwkowe szaleństwo. Zmartwię jednocześnie degustatorów trunków – nie jest to przepis na piekielnie mocną śliwowicę, pojawi się jednak rum, chociaż wyparuje podczas gotowania. Chodzi o Conserva di prugne, uvetta e rum, przepis, który przybył do nas z ziemi włoskiej. Tłumacząc z włoskiego na nasze to po prostu powidła śliwkowe z rodzynkami i rumem. Tak dobre, że jestem w stanie swój poziom cukru w organizmie podnieść do granic możliwości.

Składników jest niewiele, a właśnie w tym tkwi piękno kuchni. Potrzebne będą śliwki, najlepsze to znane nam wszystkim węgierki. Cukier biały w ilości o połowę mniejszej niż śliwek, niewielka ilość soku z cytryny i rodzynek oraz wspomniany wcześniej rum w ciemnej odsłonie. Wyciągamy pestki ze śliwek i kroimy na trzy części, zasypujemy je cukrem z cytryną i odstawiamy na dobrą godzinę. Po tym czasie dodajemy rodzynki, rum i gotujemy. Pod przykryciem pozostawiamy na całą noc w lodówce. Zdaję sobie sprawę, że będzie korciło, aby spróbować chociaż odrobiny, ale nie polecam, bo to nie koniec przygotowywania! Następnego dnia smażymy ponad pół godziny często mieszając. I mamy finał. Teraz tylko wystarczy przełożyć do słoików, mocno zakręcić i przewrócić do góry dnem aż ostygną.

img 1540 - ŚLIWKI W SŁOIKUimg 1541 - ŚLIWKI W SŁOIKU

„Kulinarne porno” w postaci powideł śliwkowych. Piękne doznania podczas jesienno-zimowych dni. Powidła przypominają, że już za kilka miesięcy ziemia eksploduje swoją różnorodnością smaków. Mając przy sobie pełen słoik tej purpurowej i słodkiej do granic możliwości masy warto czekać.

Składniki

śliwki

biały cukier – połowę mniej niż śliwek

cytryna

rodzynki

rum

 

Materiał udostępniony przez anywhere.pl

POLECANE DLA CIEBIE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wielkość czcionki
Kontrast