Pomorska Ścieżka Smaków to nie tylko kulinarna podróż po regionie – to opowieść o ludziach, których pasja, tradycja i zaangażowanie tworzą wyjątkową mapę smaków Pomorza. W tym materiale oddajemy głos producentom i twórcom lokalnych specjałów, by pokazać, co kryje się za ich produktami – rodzinne historie, przekazywane z pokolenia na pokolenie receptury, codzienne wyzwania i radości oraz to, co dla nich najważniejsze: autentyczność i miłość do tego, co robią. To dzięki nim Pomorskie smakuje tak wyjątkowo!
Gdańsk i Żuławy
Pasieka Miodolandia w Stanisławowie
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Mirella Browarczyk: Nasza przygoda z działalnością kulinarną zaczęła się od pszczół – dosłownie i w przenośni. Mateusz wychował się wśród uli – to trzecie pokolenie pszczelarzy w jego rodzinie. Od dziecka towarzyszył dziadkowi i tacie przy pracy w pasiece, chłonął wiedzę, doświadczenie, szacunek do natury. Z czasem zrozumiał, że chce iść dalej – nie tylko kontynuować tradycję, ale też nadać jej nowy wymiar. Pszczelarstwo stało się jego drogą życiową, lecz również sposobem na stworzenie czegoś własnego – czegoś, co łączy tradycję z nowoczesnym podejściem do produktu i jakości.
Dla mnie była to zupełnie nowa ścieżka. Zawsze lubiłam gotować, testować nowe smaki, inspirować się kuchniami świata, ale też sięgać po lokalne produkty. W naszym wspólnym życiu naturalnie zaczęłam przejmować rolę osoby, która „otula” produkt opowieścią – bo w tych słoikach miodu kryje się coś więcej niż tylko smak. Moją pasją stało się pokazywanie ludziom, że miody różnią się nie tylko kolorem, ale też aromatem, konsystencją, a przez to świetnie komponują się z konkretnymi potrawami i napojami. Pomagam naszym klientom odkrywać, że miód może być czymś więcej niż dodatkiem do herbaty – może być częścią dania, elementem kompozycji smakowej, opowieścią o miejscu, z którego pochodzi.
Wspólnie tworzymy produkty, które są nie tylko naturalne i lokalne, ale przede wszystkim mają duszę – zakorzenioną w Żuławach, w rodzinnej tradycji, w codziennej pracy z pszczołami i z naturą. Nasza działalność to nie masowa produkcja, a świadomy wybór jakości, uczciwości i autentyczności – zarówno w smaku, jak i w historii, którą chcemy przekazać dalej.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
W naszej pracy rodzinne tradycje są fundamentem – szczególnie w kontekście pszczelarstwa. Mateusz wyniósł z domu nie tylko praktyczne umiejętności pracy przy ulu, ale też wartości: cierpliwość, uważność i szacunek do pszczół. Jego dziadek i ojciec przekazali mu konkretne praktyki – na przykład jak rozpoznawać moment, kiedy miód jest gotowy do zbioru, jak prowadzić pasiekę zgodnie z rytmem natury. To wiedza, która nie jest zapisana w książkach, ale przekazywana z rąk do rąk, z sezonu na sezon.
My z kolei staramy się te tradycje zachować, ale też rozwijać – szukać nowych dróg, nowych form, nowych smaków. Inspirujemy się przeszłością, ale patrzymy w przyszłość. Na przykład kremowany miód rzepakowy to połączenie tradycyjnego surowca z nowoczesną formą podania, która pozwala wydobyć jego delikatność i kremową konsystencję. Zbieramy też pyłek kwiatowy, który sortujemy według kolorów – to żmudna praca, ale pozwala nam tworzyć linie produktów o różnych nutach smakowych i zapachowych.



Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Dla nas „smak Pomorskiego” to smak natury, który nie potrzebuje dodatków ani upiększeń. To smak krajobrazu – żyznych Żuław, pól rzepaku, pachnących ziołami miedz, wierzb rosnących przy kanałach i porannej rosy osiadającej na kwiatach. To smak prostoty i autentyczności – nieprzekombinowany, ale prawdziwy.
To także smak pracy – tej codziennej, fizycznej, często zależnej od pogody i humorów pszczół. Smak Pomorskiego to dla nas również cierpliwość: do natury, do sezonowości, do tego, że nie da się przyspieszyć miodobrania, bo wszystko ma swój rytm. To szacunek do lokalności – nie tylko jako modnego hasła, ale jako wyboru, by pracować tu, gdzie się żyje, i z tego, co daje ziemia.
Dla nas to także smak wspólnoty – współpracy z sąsiadami i rolnikami, rozmów na targu, dzielenia się chlebem z miodem przy kuchennym stole. Smak Pomorskiego to dla nas coś, co bardziej się czuje, niż smakuje – zakorzenienie, więź z miejscem, z ludźmi, z tradycją. I przekonanie, że dobre jedzenie zaczyna się od troski – o produkt, o przyrodę i o człowieka.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Najbardziej dumni jesteśmy z tego, że nieświadomie, ale dokładnie wpisujemy się w historię Żuław – ziemi osadników, którzy przez wieki przybywali tu z różnych stron i tworzyli wszystko od nowa. My również wyjechaliśmy z Kaszub i osiedliliśmy się tu, budując naszą pasiekę od podstaw. Nie odziedziczyliśmy gospodarstwa – wybraliśmy tę drogę świadomie, zaczynając od zera, z marzeniem o życiu bliżej natury i pracy, która ma sens.
Żuławy to wymagający teren – z ciężką glebą, częstymi wiatrami, specyficznym mikroklimatem. Ale jednocześnie to ziemia, która potrafi się odwdzięczyć – miodami o wyjątkowym charakterze, bogatymi w smak i wartości odżywcze. Przykładem jest nasz Miód żuławski – powstający z nektaru z rzepaku, głogu i bobiku, który zdobył ogólnopolską nagrodę PERŁA w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”. To dla nas ogromne wyróżnienie, bo pokazuje, że to, co robimy z serca i lokalnych zasobów, jest doceniane również poza regionem.
Dumą napawa nas także to, że nie tylko produkujemy, ale też opowiadamy – o pszczołach, o ziemi, o historii tego miejsca. Nawet nasze logo nawiązuje do dziedzictwa Żuław – inspirowane jest laubzekinami, dawnymi dekoracjami domów osadników, które dziś powracają jako symbol lokalnej tożsamości. Czujemy, że jesteśmy częścią tej opowieści – współczesnym rozdziałem w długiej historii ludzi, którzy zaufali tej ziemi i zaczęli od nowa.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Nasza droga nie była ani prosta, ani oczywista. Już na samym początku musieliśmy zmierzyć się z czymś, co wielu mogłoby zniechęcić – silną alergią Mirelli na jad pszczół. Trafiła do szpitala… dokładnie w pierwszą rocznicę naszego ślubu. Później okazało się, że również nasz syn ma alergię. Zostaliśmy więc postawieni przed pytaniem: czy kontynuować tę drogę, wiedząc, z czym się wiąże? Zdecydowaliśmy, że tak – ale z pełną świadomością, ostrożnością i ogromnym wsparciem z naszej strony.
Innym wyzwaniem była sama decyzja o przeprowadzce na Żuławy i budowie pasieki od podstaw. Bez zaplecza, bez rodzinnego gospodarstwa w spadku – z własnych oszczędności, krok po kroku, często nocami, gdy dzieci spały. Logistyka, inwestycje, nauka prowadzenia firmy, a do tego codzienne życie rodzinne – to wszystko uczyło nas pokory, cierpliwości i determinacji.
A sukcesy? Dla nas największym sukcesem jest to, że mamy klientów, którzy wracają. Że nasze produkty nie tylko smakują, ale zostają w pamięci. Dumą napawa nas to, że nasi klienci czują różnicę – mówią, że nasze miody smakują inaczej, że są bliżej natury, bardziej intensywne, bardziej prawdziwe. Że to nie jest „kolejny słoik miodu ze sklepu”, tylko produkt z historią. Albo jak warsztaty, podczas których dzieci z błyskiem w oczach poznają świat pszczół. Cieszy nas każda taka chwila – gdy widzimy, że to, co robimy, ma sens i zostawia ślad.


Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Największym plusem uczestnictwa w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków są ludzie. To niesamowite, że mamy okazję poznać pasjonatów, którzy – podobnie jak my – idą pod prąd, stawiają na jakość, cierpliwość i szacunek do tradycji. Współpraca z takimi osobami to prawdziwa przyjemność – dzielenie się doświadczeniami, inspiracjami, a także tworzenie czegoś wspólnie. Czujemy, że to właśnie te relacje i wzajemne wsparcie tworzą wartość, która wykracza poza samą działalność gospodarczą.
Dodatkowo ogromną satysfakcję daje nam to, że jesteśmy częścią tej samej mapki Pomorskiego – jak taki dream team Pomorza! Być w gronie ludzi, którzy również oddają serce swojemu regionowi i dbają o jego autentyczność, to naprawdę coś wyjątkowego. To daje poczucie wspólnoty i siły, a jednocześnie motywuje nas do dalszego rozwoju.
TABUN Wytwórnia Cydrów Rzemieślniczych w Otominie
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Agata Falkiewicz-Ponikowska: Zdecydowanie kulinaria to moja pasja. Od zawsze lubiłam gotować i piec, już jako mała dziewczynka przygotowywałam różne dania i ciasta. U nas w rodzinie dużą wagę przywiązujemy do celebracji różnych okazji, więc organizujemy imprezy, na które zapraszamy naszych najbliższych, rodzinę i przyjaciół.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Tak, często sięgamy do przepisów od mamy, taty czy babci lub chociażby gdy nie mamy dokładnej receptury, próbujemy z pamięci odtworzyć smaki.



Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Moi dziadkowie, pewnie jak wielu mieszkańców Pomorza, pochodzą ze wschodu, więc nasza kuchnia jest bardzo pomieszana, a to sprawia, że jest ciekawa i urozmaicona. Chciałabym powiedzieć, że smak Pomorskiego to smak świeżej bałtyckiej ryby, ale jest to ostatnio towar bardzo deficytowy.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Myślę, że naszą dumą jest to, że firmę prowadzimy rodzinnie i konsekwentnie się rozwijamy i podążamy z duchem czasu.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Wyzwaniem są polskie przepisy prawne, np. przy wprowadzaniu na rynek cydru, ale też wiele innych kłód, które rzucane są pod nogi polskim przedsiębiorcom. Sukcesem na pewno jest to, że w końcu nam się udało i nasz cydr można kupić zarówno u nas, jak i w jeszcze kilku trójmiejskich lokalach. Cydr to również wiele wygranych konkursów, zarówno w Polsce jak i za granicą.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Zdecydowanie najważniejszą kwestią jest sieć kontaktów. Dzięki udziałowi w programie poznaliśmy wielu ciekawych ludzi, których produkty będziemy pewnie systematycznie włączać do naszej oferty. Poznaliśmy też możliwości wsparcia dla naszego obiektu.
Kaszuby
Kaszubskie Zioła we wsi Łąkie
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Bożena Ogar-Ekiert: Moja przygoda zaczęła się już od najmłodszych lat. Wakacje spędzane u babci na wsi, z którą zbierałam pierwsze zioła i owoce rozpoczęły tę przygodę, która trwa do dziś. Pasję zaszczepili mi również rodzice, którzy wypełniali naszą spiżarnię w różne przetwory i nalewki. Smaki mojego dzieciństwa przeniosłam do własnego domu i udało mi się zaszczepić miłość do kulinariów również u moich dzieci. Moja młodsza córka Grażka dołączyła do mnie do Kaszubskich Ziół i od 6 lat działamy już razem.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Korzystamy zarówno z przepisów tradycyjnych jak i tworzymy swoje własne receptury. Zmiany w naszym życiu, jak np. pojawienie się wnuków, nieustannie inspirują do odkrywania nowych smaków.


Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Dla nas smaki pomorskie są tym bardziej wyjątkowe, że same pochodzimy ze Śląska. Od 20 lat mieszkając na Kaszubach, otaczając się pięknem jej natury i wykorzystując jej dary, odkrywamy „smak Pomorskiego” każdego dnia. Przetwory z kaszubskich truskawek, żurawiny, płatków róży i innych dzikich owoców dołączyły do naszych ulubionych smaków.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Jesteśmy dumne przede wszystkim z tego, że możemy zarażać naszą pasją innych, pokazując, że zdrowe może być również smaczne. Cieszymy się, że mamy tylu stale powracających klientów, a nagrody kulinarne, które otrzymałyśmy, zachęcają nas do dalszej pracy i rozwoju.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Uczestnictwo w programie pozwoliło nam poznać wspaniałych ludzi, którzy dzieląc się swoją pasją, są również dla nas inspiracją.



Agroturystyka Gościna we wsi Kaliska Kościerskie
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Halina Rogińska: Moja przygoda z działalnością kulinarną zaczęła się od pasji do tradycji, którą wyniosłam z rodzinnego domu. Od najmłodszych lat widziałam, jak kuchnia była sercem domu, a gotowanie to nie tylko proces przygotowywania posiłków, ale także sztuka łącząca pokolenia. W mojej rodzinie dzielono się przepisami, tradycjami kulinarnymi i opowieściami przy stole. Miałam to szczęście, że wychowywałam się na wsi, a moja babcia świetnie gotowała i piekła chleb itd. Dziadek natomiast zajmował się gospodarstwem i był zapalonym wędkarzem. Ryby były podstawą tej kuchni. Jako dziecko do nastolatki, przebywałam u mojego wujostwa w Gdyni Cisowej. Potrawy cioci… do dzisiaj pamiętam ten smak! Kiedy dorosłam, zdecydowałam się na rozszerzenie tej pasji, realizując ją zawodowo, prowadząc gospodarstwo agroturystyczne, na które mnie namówiła koleżanka. To była decyzja, która łączyła wielką miłość do tradycji kulinarnej z chęcią edukowania innych. W miarę upływu lat zaczęłam organizować warsztaty, szkolenia, wydarzenia promujące regionalne produkty i potrawy, jak pikniki agroturystyczne, a także dbać o zachowanie dziedzictwa kulinarnego w szerszym znaczeniu, biorąc udział w konkursach kulinarnych.


Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Tak, w mojej pracy korzystam z rodzinnych przepisów i praktyk, które są dla mnie nie tylko bazą, ale także żywą historią i inspiracją. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, często dostosowane do dostępnych wtedy składników, stały się fundamentem moich działań. Zwykle staram się zachować autentyczność tych przepisów, bo dla mnie to ogromna wartość – w końcu to one tworzą lokalną tożsamość. Mam swój ogród, w którym uprawiam warzywa, zioła, sad owocowy, zwierzęta takie jak kury, kaczki.
Jednak równocześnie jestem zdania, że tradycja musi ewoluować, by pozostać w zgodzie z współczesnymi smakami i oczekiwaniami. Dlatego tworzę nowoczesne interpretacje tradycyjnych dań, eksperymentując z różnymi technikami kulinarnymi, nowymi składnikami i formami podania, np. połączenie świeżego owocu żurawiny z truskawką kaszubską – wyszła świetna konfitura. Czasami łączę klasyczne przepisy z elementami współczesnej kuchni, na przykład poprzez podanie potraw w nowej formie lub zastosowanie nieco mniej tradycyjnych dodatków. Dzięki temu mogę zachować ducha tradycji, a jednocześnie wprowadzić do niej świeżość i oryginalność.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
„Smak Pomorskiego” to dla mnie połączenie natury, tradycji i prostoty, które odnajdujemy w każdej potrawie. Pomorze to region, w którym ludzie żyją blisko natury, czerpiąc z niej bogactwo składników – od dzikich jagód, przez ryby, aż po świeże zioła i warzywa. Dla mnie to smak czystych torfowisk, jezior, lasów i morza, który jest wyrazem szacunku do ziemi, z której pochodzi jedzenie.
„Smak Pomorskiego” to połączenie dziedzictwa, natury i relacji międzyludzkich. To świadome czerpanie z tego, co daje nam ziemia i woda, ale także umiejętność opowiadania historii przez jedzenie. Na agroturystyce to się doskonale sprawdza.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Życie potoczyło mi się zupełnie inaczej, niż sobie planowałam. Prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne Gościna od 1996 roku, oferuję gościom nie tylko noclegi, ale także możliwość poznania kaszubskiej kultury i kuchni. Jestem założycielką i KSA „Kościerskiej Chaty” (2003 r.), aktywnie działam na rzecz rozwoju wsi, kultury, środowiska, agroturystyki na Kaszubach itd. Promuję żurawinę jako symbol Kaszub. Dzięki moim staraniom żurawina z Kaszub ucierana na surowo w 2014 roku została wpisana na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Organizuję coroczny Festiwal Żurawiny, który przyciąga licznych gości i promuje region (w tym roku XII edycja). W 2008 roku stworzyłam pierwszy szlak w Polsce o nazwie Szlakiem Kuchni Kaszubskiej. Prowadzę warsztaty kulinarne, uczestniczę w konkursach takich jak „Bitwa Regionów”, a także nagrywam filmy o gotowaniu pt. „Kaszubskie Gotowanie”, dzielę się swoją wiedzą i pasją z innymi. Jestem autorką książek „Szlakiem kuchni kaszubskiej” i „Kaszubska żurawina”.
Zostałam doceniona licznymi nagrodami, m.in. odznaką honorową „Za Zasługi dla Turystyki” i dla rolnictwa oraz medalem „VICTORIA” za zasługi na rzecz społeczności lokalnej i promowania kultury kulinarnej w środowisku pomorskim. Najbardziej jestem dumna z działalności zaangażowania w promocję kaszubskiej kultury, rozwój agroturystyki oraz edukację kulinarną.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Człowiek musi się edukować i rozwijać przez całe życie, dlatego mam na swoim koncie sporo ukończonych kursów, szkoleń. Największym wyzwaniem jest brak pieniędzy i pomysł, jak je zdobyć! Mnie się udało. Wyzwań do dzisiaj mam dużo, ale udaje mi się, jak np. organizacja już XII edycji Festiwalu Żurawiny. Największy sukces jest wtedy, kiedy widać na ustach zadowolenie drugiego człowieka. Pojawiłam się także w „Pytaniu na śniadanie”, „Dzień Dobry TVN”, itd. Można by jeszcze dużo wymieniać.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Pomorska Ścieżka Smaków to dla mnie nie tylko podróż kulinarna, ale droga do ludzi, tradycji i dumy z tego, kim jestem, oraz przekazanie informacji o pięknym, a zarazem smacznym i zdrowym Szlaku Żurawinowym. Na Pomorskiej Ścieżce Smaków jestem już ponad 20 lat i poczułam, że nasza tradycja naprawdę ma znaczenie – że smaki dzieciństwa mogą łączyć pokolenia. „To nie tylko gotowanie – to dzielenie się sercem, wspomnieniami i radością bycia razem w różnym miejscu”.

Chwastowe Pole w Gołubiu
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Sylwia Piechowska: Moja pasja rozwijała się na przestrzeni lat, prowadziłam bloga kulinarnego, pracowałam we wspaniałej norweskiej restauracji, gdzie nauczyłam się technik oraz zasad gotowania. Po przyjeździe do kraju zapragnęłam podzielić się swoją wiedzą i opracowałam program warsztatów Dzikiej Biesiady, czyli gotowania na ogniu bez użycia prądu, wykorzystując do dań produkty wyłącznie od lokalnych producentów żywności oraz ziół pozyskanych ze stanu naturalnego. I tak od sześciu lat staram się integrować ludzi poprzez wspólne gotowanie. To doskonała okazja, aby dzielić się wiedzą, odkrywać smaki sezonowych składników oraz cieszyć się wspólnym gotowaniem w przyjemnej atmosferze.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Podczas warsztatów nie używamy receptur. Jest to kuchnia intuicyjna oparta na lokalnych produktach i ziołach. Tworząc menu warsztatowe, inspiruję się lokalnymi recepturami, jednak to uczestnicy warsztatów decydują, jaki smak ostatecznie będą miały dania. Dzięki temu przygotowana przez nas uczta ma niepowtarzalny charakter. Jest to powrót do tradycji naszych przodków z nowoczesnych twistem.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
„Smak Pomorskiego” to pojęcie, które łączy w sobie bogactwo kulinarne, tradycję i regionalną tożsamość Pomorza. Dla mnie może oznacza to:
Naturalność i świeżość – Pomorskie słynie z wysokiej jakości produktów: ryb (świeży łosoś, wędzony węgorz), lokalnych serów, miodów, jagód i grzybów z pomorskich lasów.
Tradycję i wielokulturowość – Kuchnia regionu łączy wpływy polskie, kaszubskie, niemieckie i żydowskie, co widać w daniach takich jak pierniki gdańskie, flądra po kaszubsku czy golonka w piwie.
Wolność i otwartość – Pomorze historycznie było miejscem wymiany handlowej i kulturowej (HANZA), co przekłada się na różnorodność smaków i gościnność.
Współczesną kreatywność – Lokalni producenci i szefowie kuchni łączą tradycję z nowoczesnością, tworząc unikalne produkty, jak nalewki z pomorskich ziół czy piwa rzemieślnicze.
„Smak Pomorskiego” to więc nie tylko jedzenie – to doświadczenie regionu: jego historii, natury i ludzi.





Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Moją największą dumą jest możliwość tworzenia unikatowych wspomnień uczestników warsztatów. Wydarzenia, które organizuję, to nie tylko warsztaty kulinarne. To także możliwość poznania wspaniałych ludzi, integracja oraz namiastka powrotu do tego, jak niegdyś nasi przodkowie spędzali czas, gotując i wspólnie spożywając posiłki. Bez zbędnych rozpraszaczy, elektroniki, na łonie natury.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Osobiście uważam, że droga, jaką przeszłam, była czystą przyjemnością. Nie nazwałabym jej wyzwaniem. Każdy warsztat był unikatowy i smakował inaczej. To właśnie dzięki moim wspaniałym uczestnikom, którzy wkładają całe serce oraz pozytywną energię do wspólnego garnka. Sukcesem natomiast jest dla mnie fakt, że na wydarzenia, które organizuję, przyjeżdżają ludzie nie tylko z całej Polski, ale i spoza granic naszego kraju.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków przyniósł mi zarówno nowe doświadczenia, możliwości, jak i znajomości. Każde spotkanie, w którym mogłam wziąć udział, było niesamowicie inspirujące oraz zmotywowało mnie do dalszego działania oraz rozwijania swojej działalności na niemalże każdej płaszczyźnie. Natomiast osoby, które biorą udział w projekcie, okazały się wspierające i życzliwe. Wymiana doświadczeń między nami także okazała się bardzo pomocna.
Smaki Kaszub na Półwyspie Lipa
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Radosław Mankiewicz: Smaki Kaszub to projekt kulinarny, który zrodził się z pasji do kaszubskiej tradycji i chęci dzielenia się nią z szerszym gronem odbiorców. Inicjatywa ta powstała w ramach działalności ośrodka wypoczynkowego Półwysep Lipa, gdzie doświadczeni kucharze przygotowują dania oparte na lokalnych składnikach i tradycyjnych recepturach.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Bazujemy na tradycyjnych kaszubskich recepturach, często przekazywanych z pokolenia na pokolenie. W ofercie znajdują się dania takie jak sielawa w zalewie octowej, klopsiki z pomuchla po kaszubsku czy pasztet z jałowcem. Jednocześnie staramy się łączyć regionalizm i tradycję z nowoczesnością, dostosowując potrawy do współczesnych gustów kulinarnych.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
„Smak Pomorskiego” to dla nas połączenie autentycznych, lokalnych składników z tradycyjnymi metodami przygotowywania potraw. To także dbałość o jakość i świeżość produktów oraz chęć przywracania zapomnianych smaków regionu.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Jesteśmy dumni z możliwości dzielenia się kaszubską kulturą kulinarną z klientami z całej Polski. Dzięki sprzedaży internetowej docieramy do szerokiego grona odbiorców, promując regionalne smaki i tradycje.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Jednym z wyzwań było przeniesienie tradycyjnych kaszubskich receptur do formy dań gotowych, zachowując ich autentyczność i smak. Sukcesem jest rosnące zainteresowanie klientów produktami Smaków Kaszub oraz pozytywne opinie na temat jakości i smaku oferowanych potraw.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Udział w Pomorskiej Ścieżce Smaków pozwala nam na promocję swojej oferty wśród turystów i mieszkańców regionu. Dzięki temu projektowi firma ma możliwość organizowania warsztatów kulinarnych i degustacji, co przyczynia się do popularyzacji kaszubskiej kuchni.



Podkówka w Kościerzynie
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Lucyna Laskowska: To raczej nowa droga. Jestem wychowana w mieście i nigdy nie miałam do czynienia ze wsią. Moja przygoda na gospodarstwie zaczęła się od poznania męża. Musiałam się wszystkiego nauczyć. Wyrób serów zaczęłam od mleka koziego, z czasem zaczęłam robić sery dojrzewające z mleka od krów. Warsztaty serowarskie przyszły później. Cieszę się, że ludzie chcą poznawać naszą historię i nauczyć się robić ser krok po kroku.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Nie mamy żadnej tradycji jeśli chodzi o produkcję serów, choć krowy były od zawsze w gospodarstwie. Staram się pokazać, jak można w różny sposób wykorzystać mleko.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Smak Pomorskiego nie da się łatwo określić, gdyż region jest tak bogaty kulturowo i kulinarnie.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Najbardziej jestem dumna z tego, że jako mieszczuch daję radę prowadzić gospodarstwo razem z córkami. Ciągle rozwijam swoją ofertę, by być bardziej atrakcyjnym miejscem do odwiedzenia.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Wyzwaniem jest codzienna praca przy zwierzętach, a szczególnie pogodzenie wszystkich obowiązków. Sukcesem były pierwsze warsztaty dla turystów na terenie mojego gospodarstwa.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Na pewno ma duże znaczenie dla mnie udział w projekcie. Poznałam wspaniałych ludzi, pozwoliło mi również inaczej spojrzeć na swoje gospodarstwo, ale też bardziej uwierzyć w siebie, że mam ogromne możliwości i mogę je wykorzystać.


Kociewie
Winnica Quercia Rossa w Piaseckim Polu
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Grażyna Wykland: Z pierwszą zakupioną kolekcjonerską butelką wina zrodziło się w nas marzenie o winnicy.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Staramy się tworzyć wina naturalne klasyczne, które odzwierciedlają terroir naszej winnicy.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Smak Pomorskiego pokazuje, że potrafimy tworzyć niepowtarzalną manufakturę kulinarną, tj. sery, miody, wędliny, a także cydry, wina i okowity. To wspaniałe i unikatowe wyroby.



Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Wina, które dojrzewają w naszych kadziach, mają charakterystyczny i niepowtarzalny aromat i smak.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Wyzwaniem jest nierówna walka z naturą, nieprzewidywalność klimatyczna, coroczne obawy o doprowadzenie owocu do dojrzałości.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Pomaga nam w promowaniu nowego miejsca na mapie turystyki kulinarnej.
Makowa Koza we wsi Cieciorka
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną?
Anna Krużycka: Kozy kupiłam w 2007 roku, dwie sztuki – na próbę. W 2015 było ich już pięć, a teraz mam około czterdziestu. Choć rodzice kiedyś też mieli kozy, to swoją serową drogę zaczęłam zupełnie od nowa. Z ciekawości, z pasji, z potrzeby tworzenia czegoś własnego.
Czy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów, czy tworzą nowe interpretacje?
Moje przepisy są nowe – inspirowane internetem, książkami, rozmowami, ale głównie testowane metodą prób i błędów. Rodzinne doświadczenia z kozami dały mi pewne podstawy, ale sery tworzę po swojemu.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”?
Dla mnie smak Pomorskiego to natura, prostota i autentyczność. To coś, co rośnie tuż za progiem – pachnie łąką, słońcem i życiem zgodnym z rytmem przyrody.

Z czego są Państwo najbardziej dumni?
Jestem dumna, że mimo przeciwności losu nie zeszłam z obranej ścieżki. Samotnie prowadzę gospodarstwo, opiekuję się kozami, robię sery – i klienci wracają. Dwa razy miałam przyjemność współpracować z Karolem Okrasą – to było dla mnie ogromne wyróżnienie.
Jakie wyzwania i sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Codzienne prowadzenie gospodarstwa to wyzwanie samo w sobie – szczególnie w pojedynkę. Ale każdy dzień z kozami to też małe zwycięstwo. Największe sukcesy? Docenienie moich serów lokalnie i te wspólne chwile z Karolem Okrasą, które pokazały mi, że idę w dobrym kierunku.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Udział w Pomorskiej Ścieże Smaków to dla mnie szansa na wyjście z mojego małego świata do ludzi. Poznałam wspaniałych producentów, miałam okazję pokazać swoje sery szerszej publiczności. To nie tylko nowe możliwości, ale też ogromna dawka motywacji i poczucia, że to, co robię, ma sens.
Ziemia Słupska
Statkiewiczówka w Swołowie
Edyta Statkiewicz: Moje przygoda z serowarstwem zaczęła się od mojego udziału w profesjonalnym kursie serowarskim organizowanym przez Serowara z Żuław w Gospodzie pod Wesołym Pomorzaninem w Swołowie. Wtedy po raz pierwszy uwarzyłam swój pierwszy ser świeży kwasowo – podpuszczkowy oraz ser dojrzewający typu Gouda. Moje pierwsze sery i zakupiony w trakcie kursu zestaw startowy składający się z: kultury starterowej Cheese-Tek do zaszczepienia mleka, podpuszczki naturalnej, formy serowarskiej z drewnianym uciskiem i chusty serowarskiej przyniosłam do domu i gdy tylko po paru dniach spróbowaliśmy z mężem i synem sera młodego, a po dwóch tygodniach młodej goudy, wiedziałam, że to jest kierunek, w którym chcę podążać. Wiedziałam, że ja i moja rodzina już zawsze chcemy takich właśnie serów. I tak też się stało. Wciągnęło mnie. Po wielu próbach udanych i nieudanych, szkoleniach i literaturze zaczęłam warzyć sery dla siebie, rodziny i znajomych.
Po wielu próbach udanych i nieudanych, szkoleniach i literaturze zaczęłam warzyć sery dla siebie, rodziny i znajomych. Potem zaczęłam sprzedawać uwarzone sery. Moje sery były wytwarzane z mleka krowiego zakupionego od miejscowego zaprzyjaźnionego gospodarza zajmującego się hodowlą bydła mlecznego. Obecnie sery zagrodowe nie mają sobie równych pod względem smakowym i odżywczym. Ich zaletą jest to, że są zrobione z dobrego, świeżego surowca.
Wychodząc naprzeciw potrzebom moich klientów, zdecydowałam się złożyć wniosek o dofinansowanie na utworzenie przydomowej serowarni w Swołowie. W styczniu 2019 r. nastąpiło otwarcie wiejskiej opierającej się na profesjonalnym wyposażeniu – serowarni, która wyszła naprzeciw oczekiwaniom grup konsumenckich zainteresowanych serami wytwarzanymi domowymi metodami na profesjonalnym sprzęcie z zachowaniem wszelkich zasad higienicznych. Każdy, kto odwiedza Swołowo, może obecnie degustować i zakupić również zdrowe i smaczne sery zagrodowe.
Ponadto prowadzę pokazy wytwarzania serów metodą tradycyjną zarówno u mnie w serowarni, jak i zostaję zaproszona na różne imprezy, gdzie mogę podzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami. Na warsztatach proponuję wykonanie serów półtwardych takich jak ser w typie korycińskim i ser zwarowy typu ricotta lub ser dojrzewający holenderski typu gouda, jogurt naturalny i z owocami.
Warsztaty będą trwały około 6 godzin. W trakcie warsztatów uczestnicy oprócz wykonania serów poznają zasady higieny niezbędne przy wytwarzaniu żywności.



Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Korzystam z wiedzy zdobytej na profesjonalnych szkoleniach serowarskich organizowanych przez Stowarzyszenie Serowarów Farmerskich i Zagrodowych, którego jestem członkiem.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Smak dla mnie musi się wiązać przede wszystkim z dobrym surowcem, którego w Pomorskim nie brakuje. Posiadamy piękne urodzajne pastwiska, na których wypasają się krowy, oraz z których powstaje pożywienie dla nich, a co za tym idzie, i dla nas. Z dobrych surowców powstają pyszne sery wytwarzane naturalnymi metodami i własnymi rękoma. Praca ręczna wpływa na smak serów, które wyrabiam. Używam tylko naturalnych składników do serów i ekologicznych przypraw. Nie dodajemy polepszaczy ani barwników.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Z jakości i smaku naszych serów oraz zachowywania wysokich standardów higieny w zakładzie.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Wyzwaniami dla mnie było rozpoczęcie działalności na własny rachunek i cała masa papierologii z tym związana. Sukcesami są nasi klienci, bo dzięki nim wiemy, że podążamy właściwą drogą. Wypuszczamy na rynek produkty, zdrowe i o najwyższych wartościach odżywczych.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Jest to nowy rozdział w mojej działalności, nowe wyzwanie i wielkie szczęście, że zostałam wybrana do tego pojektu. Doświadczeniem są ludzie, których poznałam w tym projekcie i z którymi go tworzę. Możliwości, mam nadzieję, dopiero nadejdą w postaci szkoleń, które cały czas mam w głowie i chcę je realizować, oraz degustacji serów z opowieścią w tle.
WitAnn w Łupawie
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Anna Witkowska: Pomysł na biznes narodził się z pasji do gastronomii i zdrowego żywienia.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Sięgnęliśmy do przepisów naszych dziadków i rodziców. W tamtych czasach produkcja wędlin była prosta, bo opierała się na naturalnych przyprawach bez dodatków technologicznych. To był dla nas wzorzec, na którym się oparliśmy, ale wnieśliśmy nowe pomysły, połączenia smaków i innowacje inspirowane podróżami.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Dla nas to przede wszystkim dbałość o smak, naturalność i różnorodność kulinarną obszarów pomorskiego: Ziemia Słupska, Kociewie, Kaszuby itp.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Z tego, że nie idziemy na skróty, że dbamy o jakość, higienę i powtarzalność. A przede wszystkim z tego, że naszą pasją dzielimy się z innymi.



Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Wyzwań było i jest dużo, gdyż nie mamy masowej produkcji, co wpływa na to, że często nasza cena produktów nie jest doszacowana, ale co jest naszym największym sukcesem? To coraz szersze grono klientów, którzy wiedzą, jak jest produkowany produkt, jak należy go przechowywać i co najważniejsze – wracają do nas.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Dobrze, że padło to pytanie – chętnie odpowiem i podzielę się refleksjami. To jest naprawdę fajny projekt, który pozwala tak niewielkim rzemieślnikom wypłynąć na większe wody. Dał nam nowe znajomości, które się przerodziło we współpracę z wieloma producentami, restauracjami i hotelami. Możliwość pojawienia na targach, festiwalach i innych imprezach pozwala nam godnie zaprezentować nasze produkty i, co najważniejsze, nawiązać więź z klientami.
Gorzelnia w Podolu Wielkim
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Michał Paszota: Kulinaria zawsze były dla nas ważne, jednak praca z nimi nigdy nie była częścią planu. To po prostu piękny zbieg okoliczności. Kiedy postanowiliśmy produkować własne alkohole, zrobiliśmy to zupełnie inaczej niż wszyscy inni. Stworzyliśmy produkty, których potencjał wychodził poza ramy wyrafinowanych koktajli czy degustacji saute. Odkryliśmy, że nasze białe destylaty, które uciekają od neutralności typowych wódek, stanowią fantastyczne uzupełnienie jedzenia. I to każdego – niezależnie, czy mówimy o kiełbasce z ogniska, czy pairingu w fine diningowej restauracji. I tak zaczęła się przygoda! Dziś, odwiedzając Gorzelnię w Podolu Wielkim, nasi goście mogą spróbować naszych autorskich połączeń. Bo chyba nie wspomniałem, że sami jesteśmy kucharzami amatorami (śmiech)?
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
W naszym przypadku przepis jest bardzo dorosły, bo… zaczyna się od alkoholu. W Podolu Wielkim staramy się z ambicją przywracać zapomniane tradycje polskiego gorzelnictwa. Nie korzystamy jednak bezpośrednio z dawnych przepisów, a interpretujemy nasze dziedzictwo po swojemu. I robimy to nietuzinkowo, gdyż jako jedyni w Polsce we własnym gospodarstwie uprawiamy surowce, które później fermentujemy i destylujemy w XIX-wiecznej gorzelni.
A kiedy mamy już naszą aqua vitae, tworzymy dedykowane niej dania i przekąski. Inspirujemy się kuchnią całego świata, ale często ubieramy przepisy w polskie dekoracje.


Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Smak Pomorskiego to przede wszystkim szansa dla każdego odwiedzającego, każdego gościa na tym szlaku. W świecie, w którym mainstream dąży do unifikacji, pokazujemy, że jest wciąż miejsce na różnorodność, autentyczność i zaskoczenie. Dobre jedzenie, dobra historia, a także dobre miejsce zapewniają prawdziwe doświadczenia i emocje. A to jest moim zdaniem najwyższym dobrem w dzisiejszym świecie.
Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Chyba z tego, że wytyczamy swoją własną drogę. Idziemy pod prąd, co nie zawsze jest łatwe. Ale tworzymy spirytualia inaczej niż pozostali. Robimy to świadomie i z pełną frajdą.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Wyzwania pojawiają się każdego dnia i prowadzą nas do naszych największych sukcesów. Dziś jesteśmy jedną z niewielu działających gorzelni w Polsce, którą można zwiedzać. W międzyczasie rozpoczęliśmy eksport towarów na zagraniczne rynki. To chyba nasze największe sukcesy.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Pomorska Ścieżka Smaków to spełnienie naszych prywatnych celów. Już kilka lat temu wychodziliśmy z inicjatywą samochodowego szlaku kulturowego po naszym województwie. To szalenie satysfakcjonujące, że w nieco innej formie ten pomysł faktycznie się realizuje.
Eko Elita w Jaworach
Jak zaczęła się Państwa przygoda z działalnością kulinarną? Czy to pasja wyniesiona z domu, czy może zupełnie nowa droga?
Anna Bartosiewicz: Nasza przygoda z działalnością kulinarną zaczęła się od ścieżki naukowej. Razem z mężem, wiedząc, że przejmiemy pieczę nad gospodarstwem ekologicznym prowadzonym przez teściów, ukończyliśmy studia na Politechnice Gdańskiej na kierunku Biotechnologia Żywności. Chcieliśmy wprowadzić coś nowego do gospodarstwa, dlatego po studiach, wykorzystując zdobytą wiedzę, zaczęliśmy prowadzić przetwórstwo, gdzie przetwarzamy tylko i wyłącznie surowiec pochodzący z własnego ekologicznego gospodarstwa. Jest to nowa droga rozwoju przedsięwzięcia, które moi teściowie zapoczątkowali ponad 20 lat temu. Oprowadzanie grup po naszym gospodarstwie to okazja m.in. na pokazanie, jak wygląda uprawa warzyw w systemie ekologicznym czy jak wygląda obieg zamknięty w naszym gospodarstwie ekologicznym.
Czy w swojej pracy korzystają Państwo z rodzinnych przepisów lub praktyk przekazywanych z pokolenia na pokolenie? A może inspirują się nimi, tworząc nowoczesne interpretacje tradycyjnych smaków?
Przy tworzeniu naszych produktów kierujemy się głównie naszą wiedzą ze studiów – są to bowiem przede wszystkim kiszonki, takie jak zakwasy warzywne, kapusta kiszona, kimchi. Stosujemy tradycyjne metody ich fermentacji. Staramy się cały czas tworzyć produkty funkcjonalne o wysokiej wartości odżywczej i potencjale prozdrowotnym.
Czym dla Państwa jest „smak Pomorskiego”? Jakie cechy czy wartości Państwa zdaniem kryją się za takim hasłem?
Dla nas „smak Pomorskiego” to przede wszystkim smak tego, co lokalne i świeże. Kojarzy nam się z warzywami i przetworami z własnego pola bez zbędnych dodatków, tak jak powstaje to u nas w gospodarstwie.


Z czego są Państwo najbardziej dumni w swojej działalności?
Najbardziej dumni jesteśmy z tego, że nasze gospodarstwo oraz przetwórstwo od samego początku prowadzone jest w systemie rolnictwa ekologicznego, a także z faktu, że wszystkie nasze wyroby powstają tylko i wyłącznie z własnego surowca.
Jakie wyzwania napotkali Państwo na swojej drodze, a jakie sukcesy szczególnie zapadły w pamięć?
Wyznaniem było na pewno połączenie pracy umysłowej z fizyczną oraz brak pracowników. Trzeba się z tym liczyć, że nasza praca zazwyczaj nie trwa 8 godzin w ciągu dnia, ale o wiele dłużej. Prowadzenie swojej własnej firmy to bardzo ciężka praca. Sukcesem jest dla nas bardzo duże zainteresowanie oraz docenienie przez lokalnych klientów z naszego województwa. Także wypracowanie własnej metody uprawy warzyw w rolnictwie ekologicznym uważam za bardzo duże osiągnięcie, które niewątpliwie na pewno na początku było wielkim wyzwaniem. Sukcesy przyszły do nas także w postaci nagród – w 2022 roku zdobyliśmy I miejsce w województwie pomorskim w konkursie na „Najlepsze Gospodarstwo Ekologiczne roku 2022”, organizowanym przez Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Lubaniu, a także II miejsce w ogólnopolskiej edycji tego samego konkursu, organizowanym przez Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie. Natomiast w 2024 roku zdobyliśmy III miejsce w konkursie na „Najlepszego Przetwórcę Ekologicznego roku 2024”, organizowanym przez Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie.
Jakie znaczenie ma dla Państwa udział w projekcie Pomorskiej Ścieżki Smaków? Czy przyniósł nowe doświadczenia, możliwości, znajomości?
Udział w projekcie przyniósł nam przede wszystkim nowe doświadczenie.


Wywiady z lokalnymi producentami na Pomorskiej Ścieżki Smaków – podsumowanie
Każda z tych historii to dowód na to, że smak to coś więcej niż składniki – to emocje, wspomnienia i ludzie, którzy je tworzą. Dzięki takim opowieściom Pomorska Ścieżka Smaków staje się nie tylko kulinarną trasą, ale żywą opowieścią o regionie, który smakuje sercem. Zapraszamy do odkrywania tych miejsc, poznawania ich twórców i wspólnego przeżywania smaków Pomorza – autentycznych, lokalnych, niepowtarzalnych.
Artykuł zrealizowany w ramach projektu BASCIL finansowanego dzięki Unii Europejskiej ze środków Programu Interreg Region Morza Bałtyckiego







